Zwiedzamy Kraków part II, czyli Zakrzówek i Kopiec Krakusa

Jakiś czas temu, w pewien piękny, słoneczny czwartek, postanowiłam wybrać się na rower. Zajęcia skończyłam szybciej, pogoda dopisywała tak bardzo, że aż szkoda było tego nie wykorzystać. Cel pierwszy był prosty – Zakrzówek. Ale chciałam pojechać jeszcze gdzieś dalej. Trochę popytałam, trochę pomógł wujek Google, aż w końcu padło na Kopiec Krakusa.

DCIM100GOPROGOPR0981.

Widok z Kopca Krakusa na cały Kraków.

Zakrzówek, bliżej się nie da

Tak, tak, mam Zakrzówek zaraz pod domem, co w lecie pewnie będzie dużym udogodnieniem, ale że do lata dużo czasu, trzeba pchać się na rowerze. No bo gdzie jeszcze się tym rowerem nie wcisnęłam? W sumie dużo takich miejsc zostało. Ale wszystko w swoim czasie. Tak więc, aż ciężko uwierzyć, że w środku wielkiej metropolii znajduje się takie piękne miejsce. Duże, błękitne jezioro. Aż zatęskniłam za wakacjami. A raczej za jazdą na rowerze w krótkich spodenkach. Miejscówka dobra, widok też niczego sobie, ale co tam długo robić, trzeba jechać dalej.

DCIM100GOPROGOPR0964.

DCIM100GOPROGOPR0954.

Zakrzówek.

Trochę błądzenia i cel osiągnięty

Zanim dotarłam na miejsce, standardowo trochę pobłądziłam. Niestety Krakowa jeszcze jak własną kieszień nie znam, a w szczególności dzielnicy Podgórze, w której Kopiec się znajduje. Ale w końcu dotarłam na miejsce , przecież dla Białowłosych nie ma rzeczy niemożliwych. Zdecydowanie polecam wybranie się na Kopiec Krakusa, chociażby ze względu na panoramę całego miasta, która się z niego roztacza. Można nawet spokojnie zabrać osobę, która nie jest aż taka bardzo zakręcona rowerowo, bo wysiłek żaden. Nie jest to miejsce wymagające, ot taka „mała górka” (271m) bardziej na rodzinny spacer, ale za to bardzo przyjemna i spokojna miejscówka. Kolejna rzecz do zobaczenia na mojej liście odhaczona. A uwielbiam miejscówki z dobrymi widokami.

DCIM100GOPROGOPR0971.

DCIM100GOPROGOPR0991.

Widok z Kopca Krakusa.

Ciągle mało pedałowania

No tak, na liczniku dopiero 25km i co dalej? No to szybka kawa i odpocząć nad Wisłą. Niestety, tym razem w plecaku zabrakło pieniędzy, więc musiało obyć się bez kawy. No więc trochę pojeździłam wzdłuż Wisły, a na koniec postanowiłam zrobić szybkiego singla w Lasku Wolskim. I tak popołudnie zaczęło dobiegać końca, a że obowiązki wzywały, trzeba było wracać do domu.

DCIM100GOPROGOPR0994.

Wisła

DCIM100GOPROGOPR1001.

Lasek Wolski.

Luźne wycieczki też są spoko

Pewnie że są spoko, bo jak odpczywać to tylko na rowerze. Czasami fajnie bez napinania się, po prostu na spokojnie sobie pojeździć. A że w Krakowie jest kilka miejsc, do których można się rekreacyjnie przejechać, szkoda tego nie wykorzystać. Tak więc Kopiec Krakusa polecam, rowerem czy też na spacer, a na Zakrzówek obowiązkowo w lecie i w stroju kąpielowym.

DCIM100GOPROGOPR0949.

DCIM100GOPROGOPR0965.

Zakrzówek.

Weekend w Tatrach – czyli II Podhalański Zlot Enduro w Kościelisku

Tym razem coś innego niż ciągłe Czechy i Rychleby.. Nie żeby mi się to kiedyś znudziło. Wracając do tematu, na weekend wybraliśmy się do Kościeliska na II Podhalański Zlot Enduro, zorganizowany przez Rowerowe Podhale. Z niecierpliwością wyczekiwałam tego weekendu od dłuższego czasu, a kiedy nadszedł piątek, radość osiągnęła punkt kulminacyjny – jedziemy, w końu się doczekałam. Gdybym miała opisać ten weekend w kilku słowach to był to jeden z lepszych wyjazdów rowerowych, kończący sezon 2015 (chociaż pogoda nie wskazuje na to, żeby miał to być koniec sezonu.. i na całe szczęście).

kel

Dzień pierwszy – przyjazd na miejsce i wieczorna impreza integracyjna

Na miejsce dotarliśmy nieco spóźnieni, przez co niestety nie zostaliśmy ulokowani bezpośrednio w MTB Hostelu, tylko kawałek dalej, ale specjalnie nam to nie przeszkadzało. Szybkie przywitanie, później kolacja – najlepsze pierogi z bryndzą! i szarlotka na deser, o której mardziłam przez cały dzień, no ale przecież czego Kellys nie zrobi dla swojej zawodniczki 😀 wieczorny spacer po Krupówkach i wracamy się integrować. Było ognisko, była dobra atmosfera i pasja wisząca w powietrzu! Czego nam więcej potrzeba?

DCIM100GOPROGOPR1087.

Pierwszy widok.

DCIM100GOPROGOPR1093.

Kellys Team w akcji!

Weekend w Tatrach: Dzień drugi – rower, rower, rower… I Integracji ciąg dalszy 

W końcu nadeszło to, na co wszyscy najbardziej czekali (oprócz zimnego piwa oczywiście), czyli rower. Wystartowaliśmy około 10 spod hostelu. Kierunek – Pasmo Palenicy Kościeliskiej. Najpierw nieco błotnisty podjazd, po czym dotarliśmy na Polanę Mietłówkę, gdzie zaczynają się trasy.

DCIM100GOPROGOPR1121.

Zjazd pierwszy, nazwany Długim, jak dla mnie, najtrudniejszy ze wszystkich. Warunki niestety też nie były łatwe- tydzień wcześniej spadło 10cm śniegu, po czym chwilę przed naszym przyjazdem wszystko stopniało, było więc bardzo ślisko i bardzo błotniście. I uwaga – czego nie wzięłam tym razem? Ochraniaczy! Taka ważna rzecz, nie wiem jak to się stało. A w sumie to wiem. Nie wyrobiłam się z pakowaniem.. jak zawsze. No więc na pierwszym odcinku leciałam przez kierownicę dwa razy. Przynajmniej nowy kask zdał egzamin w 100% (Kellys Razor – polecam). Niestety moje kolana odczuły brak ochraniaczy. No ale jak się nie potrafi dobrze spakować tak to bywa.

Zjazd Mietła

Zjazd drugi – Mietła, był już nieco łatwiejszy, chociaż i tak leciałam kolejne dwa razy. Tak to już jest, nigdy nie miałam bliskiego spotkania z korzeniami na Rychlebach, więc gdzieś trzeba to nadrobić.

DCIM100GOPROGOPR1099.

Polana Mietłówka.

DCIM100GOPROGOPR1102.

W końcu przyszedł czas na ostatni zjazd – Ciepły. Jak sama nazwa mówi, bardzo przyjemny, poszedł mi zdecydowanie najlepiej (moje kolana, uda i głowa były już wystarczająco poobijane, motywacja była więc duża) i nie wywaliłam się ani razu. WOW. No i była też szybka lekcja techniki.

Między każdym odcinkiem robiliśmy małe przerwy, w końcu pogoda dopisała nam wręcz idealnie i lepszej chyba nie mogliśmy się spodziewać, trzeba było się więc wygrzać na słońcu, w dodatku z takimi widokami. No i po wszystkim, pozytywnie zmęczeni, zadowoleni i z wielkimi uśmiechami na twarzy popędziliśmy prosto na obiad. Trasy generalnie były bardzo ciekawe, momentami techniczne, momentami strome, było też trochę korzeni, ale przy okazji dużo zabawy. Z chęcią przejechałabym je jeszcze raz, może tylko z trochę mniejszą ilością błota.. i siniaków.

DCIM100GOPROGOPR1106.

IMG_2696przer

Po obiedzie wybraliśmy się do Bukowiny Tatrzańskiej na termy, w końcu trochę relaksu nam się należało po długim dniu. A wieczorem, pomimo zmęczenia, integracja i tak była :)

Dzień trzeci – na rower zabrakło już czasu

Tak, tak, niestety.  Pomimo iż wszyscy jechali, a większość została na zlocie do późnego popołudnia, ja musiałam już o 11 wracać, nad czym ubolewałam przez cały dzień, bo nawet przez wielke siniaki i to, że wszystko mnie bolało, miałam ogormną ochotę pośmigać jeszcze trochę po górach i spróbować się nie wywalić. No ale tak to już bywa, inne zobowiązania (na szczęście również z rowerem związane) wzywały. Pomimo szybkiego powrotu, zdążyłam się jeszcze pożegnać, pokręcić chwilę przy naszym stoisku i pojechałam dalej w świat 😀

DCIM100GOPROGOPR1108.

Co chwile przerwa na zdjęce z widokami.

DCIM100GOPROGOPR1113.

Zasłużony odpoczynek.

Podsumowując – chcę więcej!

Zdecydowanie tak! Poobijana, z wielkimi siniakami, ale za to bardzo podekscytowana i bardzo szczęśliwa stwierdzam, że cały zlot był naprawdę udany. Zaczynając od pogody(!), poprzez świetną ekipę, na organizacji kończąc. Szczerze mówiąc z chęcią spakowałabym się znowu (tym razem jednak uwzględniając ochraniacze) i powtórzyła cały zlot jeszcze raz. Chłopaki z Rowerowego Podhala spiali się na medal, uwielbiam ludzi którzy organizują akcje tego typu. Bardzo się cieszę, że wzięłam w tym udział, szkoda tylko, że to ostatnia taka impreza w tym roku.. no ale cały 2016 przed nami! Nie mogę się już doczekać. Jeżeli będzie III edycja zlotu, pojawię się na niej na 100%. Jestem teraz pozytywnie nakręcona na kolejny sezon, który, mam nadzieję, będzie równie udany jak ten weekend.

IMG_2673przer

DCIM100GOPROGOPR1111.

Obowiązkowe selfie musi być!

Lipovskie Ścieżki – kolejny powód aby odwiedzić Czechy

W ostatnią sobotę wybrałam się na otwarcie Lipovskich Ścieżek, których wyczekiwałam już od jakiegoś czasu, a że akurat byłam w domu, trzeba było to wykorzystać. Tak, tak, rower znowu wygrywa. Przez cały weekend nie miałam ani chwili wytchnienia, gdyż pogoda wyjątkowo dopisywała. Na całe szczęście. Z resztą, nawet jak nie dopisuje to przecież i tak jeździmy.

DCIM100GOPROGOPR1019.

DCIM100GOPROGOPR1021.

Lipovskie ścieżki – gdzie się znajdują?

Niektórzy z Was pewnie wiedzą, gdzie znajduje się stok narciarski Miroslav w Lipovych laznach. Bo to właśnie tam owe ścieżki zostały stworzone. Kilka kilometrów dalej znajduje się bardziej popularny kurort narciarski – Ramzova. Czyli, jednymi słowy, kolejny raj rowerowy zaraz pod domem. I jak tu nie skakać ze szczęścia?

DCIM100GOPROGOPR1022.

Pierwsza część Lipovskich.

Pierwsze wrażenia z jazdy

Pomimo że odkąd usłyszałam o inicjatywie utowrzenia nowych tras, które znowu będą tak blisko i cały czas ich wyczekiwałam, nie spodziewałam się cudów. Jednakże byłam pozytywnie zaskoczona. Ścieżki, jeżeli tak można je nazwać, składają się z dwóch części. Pierwsza, widoczna zaraz po przyjeździe na miejsce to bardziej trasa do ćwiczenia techniki, dla osób początkujących, nie wymagająca od nas super kondycji i najlepszego sprzętu. Zbudowana głównie z band, muld i stolików. Można było tam spotkać nawet dzieci. Chociaż, po przejechaniu jej kilka razy uśmiech na twarzy był, wrażenie też pozytywne, z fajnym widokiem. No i można się było trochę pobawić.

Druga część podobała mi się zdecydowanie bardziej – umiejscowiona już w lesie, co prawda z krótkim i mało męczącym podjazdem (a ja lubię porządne podjazdy :D), z równie niezbyt długim zjazdem, ale bardzo przyjemna, miejscami zaskakująca i malownicza. Można było wybrać 2 warianty zjazdu, jeden bardziej wymagający i drugi nieco mniej, co też było ciekawym rozwiązaniem. Niestety, jako że była to trasa krótka, o większym zmęczeniu również nie było mowy, no chyba że ktoś lubi robić to samo kilka razy pod rząd.. ja lubię.. ale tylko na Rychlebach. :)

DCIM100GOPROGOPR1025.

Widok z pierwszej części ścieżek.

DCIM100GOPROGOPR1029.

Uśmiech na twarzy jak zawsze na rowerze.

Lipovskie a Rychleby

Pewnie wielu z Was zastanawia się czy mają ze sobą coś wspólnego. Więc odpowiadam – nie, nie mają.To zdecydowanie dwa całkowicie inne miejsca i nie sposób ich porównać. Rychleby – każdy wie jak wyglądają. Natomiast Lipovskie to miejsce przystosowane bardziej na szybki trening techniki czy chwilę frajdy. Jedyne co je łączy to podobna tabliczka z nazwą.

DCIM100GOPROGOPR1039.

Druga część ścieżek

DCIM100GOPROGOPR1042.

Podsumowując

Lipovskie ścieżki to miejsce, które warto zobaczyć, ale na pewno nie jest to wyprawa na cały dzień, gdyż bardzo szybko można objeździć całość, nawet dwa razy i zacząć się nudzić. Na otwarciu też nie było dużo ludzi, myślę, że jadąc na Rychleby można tam zawitać, jednak musi to być połączone z Rychlebami żeby nie spotkało nas rozczarowanie. Przejechaliśmy 4 razy pierwszą część i dwa razy drugą – głównie wyszło około 20km. Bardzo dobrze, że Czesi cały czas coś robią i starają się umilić rowerzystom czas i pewnie wszyscy to doceniamy, jednak nie było to żadne wielkie wow. Myślę, że stworzone bardziej z myślą o miejscowej młodzieży, niż zapalonych rowerzystach. Jednakże, polecam przyjechać chociaż ten jeden raz bo też można czerpać z tego radość. Z resztą, z jazdy na rowerze, gdzie by nie pojechać, zawsze można czerpać frajdę i radość. Przynajmniej w moim przypadku :).

DCIM100GOPROGOPR1045.

DCIM100GOPROGOPR1045.

 

Rychlebskie ścieżki – drugi dom

Rychlebskie ścieżki, czy też Rychleby.. taak temat pewnie dobrze Wam znany. Podejrzewam, że większość z Was była tam nie raz, a nawet jeżeli nie, to z pewnością czytaliście o Rychlebach wiele, wiele razy. Dlaczego więc podejmuję ten temat skoro piszą o tym wszyscy? A no dlatego, że chcę Wam przedstawić te ścieżki z punktu widzenia osoby, która mieszkała 30km od nich. Jednocześnie, są to moje ukochane trasy, na które za każdym razem wracam z coraz większym entuzjazmem i ogromną dawką energii.

Szybka powtórka z historii

Posługując się potoczną nazwą – Rychleby, mieszczą się w zapomnianej przez Boga i ludzi, małej czeskiej wiosce Cerna Voda. A przynajmniej było to miejsce zapomniane przez wszystkich, dopóki pewien Czech nie wpadł na genialny pomysł i nie postanowił zaadaptować i przerobić starych, myśliwskich ścieżek, na trasy rowerowe. Jak wszyscy możemy się o tym teraz przekonywać, był to strzał w dziesiątkę. Niestety, jak to zwykle z ludźmi bywa, nie wszyscy tubylcy byli zachwyceni tym pomysłem. Z czasem jednak napływ rowerzystów (a przy okazji również gotówki) stał się tak duży, że nie mieli oni szans na siłę przebicia swoich obiekcji. I całe szczęście dla nas.

DCIM100GOPROGOPR0787.

Widok na Rychleby

Jak to jest mieć Rychleby pod nosem?

     Często słyszę to pytanie, a odpowiedź na nie jest szybka i krótka. WSPANIALE. A raczej tak było, dopóki nie stałam się studentką i Rychlebów pod nosem już nie mam :(. Ale, cofając się wstecz, kiedy jeszcze tak było, mogę powiedzieć, że mocno zakręconej rowerzystce, kochającej ten sport, nic cudowniejszego nie mogło się przydażyć. Wyobraźcie sobie, że jest lato, zbliża się koniec długiego i męczącego dnia pracy, godzina 18, pakuję rowery na dach i o godzinie 18:30 zaczynam wjazd na SuperFlow. I całe zmęczenie od razu znika, a na jego miejsce pojawia się odprężenie i radość. Chyba sami możecie powiedzieć, że to wspaniałe?

DCIM100GOPROGOPR0796.

Trail Dr Weissnera

Skoro Rychleby są pod nosem, jak często na nich bywam?

     Nie będę pisać, jakie trasy są na Rychlebach, ile można jeździć, gdzie i jak, bo chyba wszyscy o tym wiedzą. Moją ulubioną trasą jest zdecydowanie SuperFlow. Przez cały sezon jeździłam tam kiedy tylko się dało. Po pracy, na weekendy, rano, po południu, na nocną jazdę. Często ludzie się mnie pytają – nie nudzi ci się ciągła jazda w tym samym miejscu? No nie. Nie nudzi się. A to dlatego, że w okolicy mam również dużo innych ciekawych miejsc (chociażby Pradziad, o którym ostatnio pisałam) także wystarczy co jakiś czas odpuścić Rychleby, wyskoczyć gdzieś indziej, po czym po kilku dniach pędem wracać na SuperFlow.

DCIM100GOPROGOPR0711.

Drogowskazy na Walesa i SuperFlow

DCIM100GOPROGOPR0713.

Wjazd na SuperFlow

Wyprowadzka – Rychleby odchodzą na drugi plan

     Niestety, są rzeczy ważne i ważniejsze (oczywiście rower jest najważniejszy), ale przyszedł czas, że trzeba było zmienić miejsce zamiekszania, nieco dalej niż 30km od Cernej Vody,a co za tym idzie, pożegnanie z ulubionymi trasami. Ale, ale, dla Białowłosych nie ma rzeczy niemożliwych, bo szybko nadażyła się okazja wyjazdu na Rychleby i oczywiście z niej skorzystałam. Zamiast wracać na weekend do domu, wracam na weekend na rower. Tak, śmieszne, ale tak to ze mną już jest.

DCIM100GOPROGOPR1008.

Szybki wybór drogi – Wales albo SuperFlow

Kiedy najlepiej wybrać się na Rychleby?

     Spotkałam się z różnymi opiniami. W tygoddniu, na weekend, rano, wieczorem, na jeden dzień, na kilka dni. Oczywiście to zależy od wielu czynników. W tygodniu nie spotkamy tam tłumu rowerzystów, a co za tym idzie, na trasach można czuć się bardziej komfortowo, wiedząc, że nikt nam nie siedzi na ogonie.. albo że to my kogoś za bardzo nie spowalniamy. Jednakże, tłumy rowerzystów też mają swoje zalety! Jest wtedy świetny klimat, można poznać fajnych ludzi, czuje się pasję w powietrzu. Natomiast co do czasu – zdecydowanie polecam przyjazd na kilka dni, można wtedy na spokojnie objeździć wszystkie trasy, a przy okazji wybrać taką godzinę, żeby ominąć tłumy. A na Rychlebach noclegów w dobrych cenach nie brakuje.

DCIM100GOPROGOPR0728.

Zakladna

Wyprawa na Rychleby w październiku – zimno, ale kto by się tym przejmował

     Jak już wcześniej wspomniałam, w ostatnią niedzielę wybrałam się z chłopakami z Tomaru na Rychleby (za co bardzo im dziękuję, bo był to najlepszy rowerowy wyjazd i w dodatku z najfajniejszą ekipą!). Był to pierwszy raz, kiedy musiałam zrywać się o 4:30, żeby kilka godzin później mieć dużo frajdy na ścieżkach. Lekko nie było, szczególnie dla kogoś kto uwielbia spać, a ja do takich osób należę, no ale motywacja była ogromna. Tak, było zimno, ale wystarczy dobry ubiór i chłód nie przeszkadza. Tak więc wystartowaliśmy około 7, na miejsce dotarliśmy o 10. Cieszyłam się jak dziecko, ale Rychleby zawsze tak na mnie działają. RADOŚĆ, RADOŚĆ i jeszcze raz RADOŚĆ. A, no i ogromny, nie schodzący uśmiech z twarzy. No więc dzień minął świetnie, dawno nie miałam w sobie tyle pozytywnej energii, również dzięki naszej dużej, wesołej ekipie. Przeleciałam w mgnieniu oka dwa razy SuperFlow, a jako wisienka na torcie Sjesdy i osiągnęłam rowerowe spełnienie.. Tylko na jeden dzień oczywiście.

IMG_2994 IMG_2998przer

Kiedy znowu wypad na Rychleby?

     Jak to kiedy? Na weekend! Jak widac odległośc mi nie przeszkadza, bo znowu wracam w piątek, nie do domu, a na rower :) no dobra, tym razem do domu, ale głównie ze względu na to, że w sobotę w Czechach jest otwarcie nowych ścieżek.. ale o tym w następnym poście :)

DCIM100GOPROGOPR0596.

Widok z kładki na Walesie

DCIM100GOPROGOPR0740.

Jeden z odcinków SuperFlow

Odczucia związane z Rychlebam

     Podsumowując mój długi post (o Rychlebach mogę pisać i pisać), co najbardziej kocham w tych trasach? Ich zróżnicowanie, bo ja wiadomo to nie tylko SuperFlow, są trasy mniej i bardziej wymagające, dla początkujących i tych, którzy radzą sobie zdecydowanie lepiej. Uwielbiam w nich, że czasami, nawet jak nie mam siły, żeby pchać się na samą górę, można skrócić jakąś trasę, albo po prostu zrobić tą mniej wymagająca, np Trail i również czuć tą radość z jazdy. Uwielbiam rowerzystów! A na Rychlebach ich nie brakuje. Są pozytywnie nastawieni, zawsze uśmiechnięci i w większości przypadków po rowerze można ich spotkać z piwkiem. Ot taka krótka charakterystka. Tak, zdecydowanie uwielbiam cały ten świat, nie tylko świat Rychlebskich Ścieżek, ale cały, rowerowy świat.

DCIM100GOPROGOPR0805.

Trail Dr Weissnera

IMG_3004przer

Placki owsiano-bananowe na śniadanie

IMG_2949przer

 

Tym razem odchodząc nieco od typowego, rowerowego wpisu, postanowiłam zrobić post śniadaniowy, czyli pokazać Wam i opisać jedno ze swoich ulubionych, weekendowych dań. Co oczywiście, jak wszystko tutaj, z rowerem się łączy. No bo jak na nim jeździć, bez porządnej dawki paliwa?
Przepis wymyśliłam sama. Szukałam kiedyś różnych, ciekawych alternatyw na „słodkie” śniadanie, które jednocześnie będzie zdrowe, sycące i będzie dodawać energii. Tak się składa, uwielbiam połączenie bananów i płatków owsianych, szukałam więc głównie potraw, które mogłyby zawierać takie składniki. No i znalazłam kilka interesujących przepisów. Niektóre trochę zmodyfikowałam, połączyłam i wyszedł posiłek, jak dla mnie, idealny. Składniki są proste, wykonanie wręcz banalne. Jedyne, czego potrzebujemy to blender i patelnia.
Składniki na jedną porcję, czyli około 6 placków:
– mały banan
– 2 łyżki płatków owsianych
– 2 łyżki jogurtu naturalnego
– jajko
– olej kokosowy do smażenia (opcjonalnie masło)
Co do dodatków, oczywiście, według uznania. Ja polałam placki jogurtem naturalnym, posypałam cynamonem (który uwielbiam i dodaję do wszystkiego, czego tylko się da, włącznie z kawą), do tego suszona figa, owoce goji, nerkowce, migdały, winogrona, czyli coś, co akurat miałam pod ręką. Banan sprawia, że placki są słodkie, ale jeżeli komuś to nie wystarcza, można do ciasta dodać ksylitol/stewię lub polać je na koniec miodem.
Składniki na placki wrzucamy do miski i blendujemy na jednolitą masę. Olej kokosowy rozgrzewamy na patelni. Placki smażymy do przyrumienienia z jednej i z drugiej strony. Układamy na talerzu i podajemy z ulubionymi dodatkami. Żadna filozofia, a gwarantuję, że w smaku są wyśmienite i wręcz rozpływają się w ustach. Opcojanalnie, do ciasta można dodać łyżkę naturalnego kakao, jeżeli ktoś ma ochotę na coś czekoladowego.
Porządne śniadanie to dla mnie podstawa, a przed rowerem trzeba o to zadbać w szczególności. Uwielbiam eksperymentować w kuchni i często wychodzi mi z tego coś smacznego i zdrowego, tak jak w tym przypadku.

 

DCIM100GOPROGOPR0893.

DCIM100GOPROGOPR0895.

DCIM100GOPROGOPR0896.

DCIM100GOPROGOPR0900.

DCIM100GOPROGOPR0900.

IMG_2950przer