Zwiedzamy Kraków, czyli Las Wolski i Kopiec Piłsudskiego

Nadszedł wyczekiwany weekend, w końcu chwila wytchnienia. Trening na rowerze planowałam bez względu na pogodę, ale gdy wstałam rano i spojrzałam za okno, widząc jak błękitne jest niebo i jak mocno świeci słońce, ogromnie się ucieszyłam i decyzja była szybka – Las Wolski.

Walka z odnalezieniem właściwej drogi

     Pomimo że wcześniej byłam tam tylko raz, w dodatku w nocy, odnalezienie wszystkich ścieżek i nie pogubienie się po drodze nie należało do najłatwiejszych zadań, ale kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa. Jako że była to sobota, rowerzystów było mnóstwo! Momentami więc podążałam śladami tych, moim zdaniem, bardziej objeżdżonych w tym miejscu, a przynajmniej takie wrażenie niektórzy sprawiali, no i na moje szczęście, opłaciło się..

DCIM100GOPROGOPR0831.

DCIM100GOPROGOPR0831.

DCIM100GOPROGOPR0850.

DCIM100GOPROGOPR0850.

Kilka trudności i dużo radości

     Trasę zaczęłam od strony mostu Zwierzynieckiego, skąd wjechałam pod Kopiec Kościuszki, następnie skręciłam na bardzo przyjemnego singla, mając nadzieję, że to właśnie nim ostatnim razem w nocy dotarłam do Lasku. Jadąc tymże singlem, przez chwilę czułam się nawet jakbym była gdzieś w górach..ale tylko przez chwilę. Tak więc napawam się jazdą na bardzo przyjemnej ścieżce, skręcam w prawo, w lewo i nagle.. wyjeżdżam w środku lasu i co dalej? Byłam lekko zdezorientowana, no ale przecież gdzie bym nie pojechała, gdzieś wyjechać muszę, a przynajmniej tak myślałam. Trzymając się więc mocno tej myśli, chciałam ryzykować i wjeżdżać w którąś z rozwidleń drogi. Nagle moim oczom ukazało się dwóch chłopaków, na fullach, w full face’ach, ochraniaczach, myślę sobie, chyba wiedzą co robią i gdzie jadą, skoro są tak wyposażeni. Chociaż, jak tak teraz o tym myślę, ja też mogłam sprawiać takie wrażenie. Bacznie więc przyobserwowałam którą drogę wybrali i zaczęłam podążać ich śladem. No i ku mojej wielkiej radości, wyjechałam dokładnie tam, gdzie ostatnim razem w nocy, czyli przy wjeździe do Lasku. Pierwszy cel został osiągnięty. Chłopakom podziękowałam za wskazanie trasy, pomimo ich ogromnego zdziwienia i ruszyłam dalej, gdzie już mniej więcej wiedziałam jak jechać. Koniec końców, następnym razem nie będę musiała błądzić, także polecam jazdę na lewego. Oczywiście, po drodze i tak nie obeszło się bez zadawnia pytań, czy oby na pewno zmierzam w dobrym kierunku. Jak typowa turystka.

DCIM100GOPROGOPR0824.

DCIM100GOPROGOPR0824.

DCIM100GOPROGOPR0842.

DCIM100GOPROGOPR0842.

Las Wolski w całej okazałości

     Gdy tylko postawiłam swoją nogę, a raczej swoje koła w Lasku, od razu poczułam przypływ endorfin we krwi, na ustach pojawił się szeroki uśmiech i jeszcze większa chęć do jazdy. Moim pierwszym celem było dojechanie do zoo, czyli najwyższego punktu w Lasku. Pomimo że wiedziałam gdzie jadę, askuracyjnie po drodze wolałam zapytać dwóch rowerzystów czy to oby na pewno dobry kierunek. Potwierdzili oni moje przypuszczenia i chwilę później moim oczom ukazało się zoo. Stamtąd postanowiłam wybrać się na Kopiec Piłsudskiego, gdyż ostatnim razem, będąc tam nocą, widok był zachwycający. Niestety, zapomniałam o jednej, w moim przypadku, bardzo ważnej rzeczy. Na Kopiec nie wolno wjeżdżać rowerem (a przynajmniej nie w ciągu dnia, kiedy jest tam pełno ludzi). I tutaj kolejna kwestia, czego tym razem nie wzięłam? Zapięcia. Spokojnie, roweru nikt mi nie ukradł, gdyż stojąc przy stojaku na rowery i zastanawiając się, co robić dalej, bardzo miły chłopak zaproponował, że możemy spiąć nasze rowery razem, jego zapięciem, na czas pobytu na Kopcu. Jacy ci ludzie w tym Krakowie pomocni. No więc weszłam na górę, porobiłam zdjęcia, popatrzyłam na zapierającą dech w piersiach panoramę mojego ulubionego miasta, podziękowałam koledze za pomoc i postanowiłam znaleźć kolejnego singla.

DCIM100GOPROGOPR0910.

DCIM100GOPROGOPR0910.

DCIM100GOPROGOPR0929.

DCIM100GOPROGOPR0929.

DCIM100GOPROGOPR0911.

DCIM100GOPROGOPR0911.

 Niezawodna pamięć Białowłosych

Doszłam do wniosku, że najlepiej wrócić pod zoo, gdyż nagle zaświtało mi w głowie, że to właśnie obok niego zaczynała się trasa zrobiona przez chłopaków z BikeBoardu. Tak, tak, moja pamięć i tym razem mnie nie zawiodła. Trasa była bardzo przyjemna, chociaż po jej przejechaniu stwierdziłam, że przydałby się jakiś kurs poprawy techniki na zakrętach mających 180 stopni, z resztą nie tylko na tym (może polecacie kogoś, kto takie kursy organizuje?) .Tak więc po zjechaniu ową ścieżką wyjechałam.. już sama nie wiem gdzie, ale w ogóle się tym nie przejęłam, gdyż byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, ponieważ nie spodziewałam tutaj takich przyjemnych tras. Pokręciłam się trochę w kółko, trafiłam na jeszcze jednego singla i postanowiłam, że czas wracać do domu. Podążając za drogowskazami, dotarłam do wyjazdu z lasku, następnie singlem, którym jechałam na początku (tak, jest dwukierunkowy) dotarłam ponownie pod Kopiec Kościuszki i stamtąd prosto do domu.

DCIM100GOPROGOPR0826.

DCIM100GOPROGOPR0826.

Powrót do Lasku? Najszybciej jak się da!

     Wróciłam do domu zmęczona i szczęśliwa, że udało mi się odnaleźć chociaż część tras, które ostatnim razem pokonywałam w nocy z moimi przewodnikami. Nie są to typowe ścieżki, gdzie zwykle najpierw jest długi podjazd, a później lecimy w dół. Tutaj jeździ się na zmianę, wjazd, zjazd, wjazd, zjazd. Jednak, jako że jest to miejsce w środku miasta, jestem pod dużym wrażeniem tego, w jaki sposób wszystko zostało wykonane. Miejsce jest bardzo przyjemne, moża spotkać dużo innych rowerzystów, popracować trochę nad techniką i kondycją. Z pewnością, jeżeli pogoda dalej będzie nas tak rozpieszczać, wybiorę się tam jeszcze nie raz, a jeżeli ktoś zastanawia się czy warto, odpowiedź jest prosta. Nie ma co myśleć, tylko wsiadać na rower.

DCIM100GOPROGOPR0932.

DCIM100GOPROGOPR0932.

DCIM100GOPROGOPR0939.

DCIM100GOPROGOPR0939.

Pradziad, czyli zdobywamy czeskie szczyty.

Sezon rowerowy powoli dobiega końca, chociaż dla niektórych, jeżeli pogoda dopisze, będzie trwał całą zimę. Niestety, w zimę na Pradziada wjechać na rowerze raczej ciężko, tak więc zrobiłam to korzystając jeszcze z uroków słonecznego września. Oprócz typowych ścieżek rowerowych, singli, lubię czasami zdobyć jakiś szczyt, satysfakcja gwarantowana.

Pradziad nie taki straszny jak go malują

     Pradziad jest najwyższym szczytem w paśmie Gór Wysokiego Jesionika, mierzy 1491 m n.p.m., a że moja rodzinna miejscowość położona jest blisko granicy czeskiej, postanowiłam w końcu odpuścić Rychlebskie Ścieżki i zapuścić się głębiej w las. Zapakowałam sprzęt do auta, 40 minut i jesteśmy na miejscu. Zaparkowaliśmy 5km za Jesenikiem, po czym wyruszyliśmy przed siebie, w stronę rozpościerającego się przed nami pasma górskiego. Pogoda dopisała idealnie, widoczność była wręcz wymarzona do podziwiania widoków i robienia zdjęć. Oczywiście, jak to ze mną bywa, zawszę muszę czegoś zapomnieć. Tym razem padło na uchwyt do kamerki na kierownicę, tak więc co jakiś czas musiałam się zatrzymywać i robić zdjęcia, ale nawet to nie było w stanie zakłócić tej wyprawy, a uwiecznienie widoków było warte tych kilku przystanków. Na szczęście moi kompani byli bardzo wyrozumiali. Drogę, od miejsca z którego wystartowaliśmy, można podzielić na dwie części. Pierwsza część liczy 12,5km, najpierw kilka km drogą asfaltową, po czym z wielkim uśmiechem na ustach wjechałam do lasu. Po pokonaniu tego dystansu dojechaliśmy do Cervenohorskego sedla lub jak kto woli, po polsku, Przełęczy Czerwonogórskiej, mieszczącej się na wyskości 1013 m n.p.m. Dla mniej wytrwałych, znajduje się tam restauracja, więc można coś zjeść i chwilę odpocząć, jednak my, standardowo zaopatrzeni w banany, gorzką czekoladę i żele, nie robimy przerwy (po drodze było ich wystarczająco dużo na zdjęcia) i jedziemy dalej. Przed nami druga część trasy, czyli kolejne 12,5km podjazdu. Droga nie jest bardzo stroma, z ładnymi widokami, ciągle się zastanawiałam dlaczego wjeżdżam tutaj na rowerze dopiero pierwszy raz.

DCIM100GOPROGOPR0609.

DCIM100GOPROGOPR0609.

DCIM100GOPROGOPR0615.

DCIM100GOPROGOPR0615.

DCIM100GOPROGOPR0628.

DCIM100GOPROGOPR0628.

Chwilowy kryzys ostatecznie został pokonany

     Odpowiedź na to pytanie przyszła kilka kilometrów dalej, a dokładnie, kilometr przed chatką turystyczną Svycarna. Zaczęła się przysłowiowa ściana płaczu. 800 m przewyższenia, nachylenie momentami przekracza 15%. Wtedy zrozumiałam, że żeby tutaj podjechać, łydki muszą być porządnie wytrenowane. Na szczęście, po całym, bardzo aktywnym rowerowym sezonie, moje spisały się na medal i podjazd został pokonany. Oczywiście w trakcie był mały kryzys, ale szybko się zmotywowałam, widząc że moi kompani również nie zamierzają się poddać. No i wreszczie, pokonując ostatni, najgorszy podjazd, naszym oczom ukazał się Pradziad w całej swojej okazałości, ze wspaniałymi widokami i bardzo charakterystyczną wieżą. Temperatura od razu spadła o kilka stopni, ale na to również byliśmy przygotowani. Głodni i zmęczeni, spragnieni chwili odpoczynku, szybko dojechaliśmy do restauracji w wieży, dostarczyliśmy sobie porządną dawkę kalorii w postaci sera smażonego i dużej kawy, aby mieć siłę na 25-kilometrowy zjazd, czego nie mogłam się doczekać już od samego początku. Kilka ostatnich fotek.. i wyczekiwany przez wszystkich moment.. lecimy w dół! Uwielbiam to uczucie wiatru we włosach i pozytywne zmęczenie przy zjeździe.

DCIM100GOPROGOPR0651.

DCIM100GOPROGOPR0651.

DCIM100GOPROGOPR0641.

DCIM100GOPROGOPR0641.

DCIM100GOPROGOPR0649.

DCIM100GOPROGOPR0649.

DCIM100GOPROGOPR0645.

DCIM100GOPROGOPR0645.

Pierwszy, nie ostatni raz

     W ten właśnie sposób, z ogromną ilością endorfin, szczęsliwi, uśmiechnięci i zmęczeni, przy zachodzącym już słońcu, dotraliśmy do auta, a mi od tamtej pory szczyt ten cały czas chodzi po głowie.
Pradziad został zdobyty, z pewnością nie był to ostatni raz, może w tym roku rowerem już tam nie wjadę, ale przecież cała zima przede mną, a co za tym idzie… Na pewno się przekonacie :)

DCIM100GOPROGOPR0618.

DCIM100GOPROGOPR0618.

DCIM100GOPROGOPR0640.

DCIM100GOPROGOPR0640.

Pradziad dla wszystkich

     Trasę polecam wszystkim, zarówno początkującym jak i tym bardziej wprawionym w bój. Można ją skrócić, podjeżdżając pod kurort narciarski Cervenohorske sedlo, skąd na szczyt jest tylko około 11km, jeżeli ktoś nie czuje się na siłach do pokonania łącznie 50km, ale dla tych objeżdżonych, po co iść po najmniejszej lini oporu? Ja zdecydowanie za każdym razem stawiam sobie poprzeczkę coraz wyżej.. I chyba się opłaciło :)

DCIM100GOPROGOPR0631.

DCIM100GOPROGOPR0631.