Kopa Biskupia – trochę wspomnień z rodzinnych stron

Dopóki nie przeprowadziłam się do dużego miasta nigdy nie doceniałam swojej rodzinnej miejscowości. Wszędzie blisko, nie marnuje się czasu na korki, dojazdy, popsute tramwaje czy wyczekiwanie na przystankach (oczywiście nad wadami i zaletami nie będę się roztkliwiać, bo myślę, że jest ich po równo). Miałam również blisko na rower i narty. To akurat zaczęłam doceniać stosunkowo niedawno i bardzo za tym tęsknię. Dobrze że tutaj, gdzie teraz mieszkam, są równie zakręceni rowerzyści, którzy zawsze organizują jakieś ciekawe wyjazdy. Wracając do tematu, dzisiaj ponownie trochę wrześniowych wspomnień. (więcej…)

Jesień – gorszy okres dla rowerzystów?

Jeżeli o mnie chodzi, jest to zdecydowanie najgorszy okres w całym roku. Często łapią mnie przeziębienia, choroby, które nie raz kończą się antybiotykiem (których staram się unikać za wszelką cenę, czasami jednak nie mam wyjścia). Niestety, mojej odporności pozostaje wiele do życzenia, chociaż, odkąd od kilku lat systematycznie uprawiam sport, zdecydowanie się poprawiła, ale wiadomo – zawsze może być lepiej.

Kiedyś, od września do kwietnia, chorowałam średnio co miesiąc (około 6 razy w ciągu całego roku), teraz w tym okresie zdarza mi się może dwa, trzy razy.. To aż o połowę mniej, więc sprawdza się tutaj powiedzenie, że sport to zdrowie. Niestety, ostatnio załatwiłam ucho na basenie i skończyło się zapaleniem.. I oczywiście antybiotykiem.. Tak jak różnej maści choroby staram się leczyć inaczej, tak przy zapaleniu ucha nie mam innego wyjścia, gdyż ciągnie się to za mną już 2 tygodnie..

Jesień generalnie nie sprzyja mojej aktywności fizycznej, najzwyczajniej w świecie mi się nie chce. Oczywiście, często się motywuję i ruszam z domu, jednak gdy patrzę za okno i widzę szarówkę, deszcz i ogromną wichurę, nie chce mi się nawet przejść kilkadziesiąt metrów na przystanek. Uwielbiam złotą, polską jesień, jednak przy obecnej pogodzie najchętniej zakopałabym się pod kocem i nadrobiła trochę zaległości książkowych (nie mówię o nauce oczywiście, bo tego też mi się w listopadzie nie chce.. a trzeba :D) albo filmowych.

Oczywiście, każdy potrzebuje odpoczynku i dla mnie chyba listopad jest właśnie tym miesiącem, w którym zawsze trochę odpuszczam. Później przychodzi grudzień, w górach śnieg i już w podskokach, lecę na biegówki czy też narty i szybko nadrabiam listopadowe lenistwo. Jedyne, co mnie pociesza w tym okresie, to świąteczne reklamy (szczególnie coca-coli :D). Uwielbiam je i zawsze mnie pozytywnie nastawiają, bo wiem, że święta za pasem.

Niestety, obecnie jestem wykreślona z większej aktywności fizycznej na jakieś 2 tygodnie, dopóki moje ucho się nie wyleczy a organizm nie pozbiera bo dawce antybiotykowej.. Pozostaje dobrze się odżywiać i spacerować.

Cieszę się, że połowa listopada już za nami, bo nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam sporty zimowe. Całe życie jeżdzę na nartach, a w tamtym roku zakochałam się w biegówkach i z niecierpliwością oczekuję śniegu w górach!

Macie jakieś sprawdzone, domowe sposoby na poprawę odporności i przeziębienia? W ogóle, to tylko ja tak mam, czy listopad to dla każdego miesiąc „nic mi się nie chcę”? A może wręcz przeciwnie, macie siłę na rower non-stop? Cały czas mnie to pytanie nurtuje. Życzę miłego weekendu, oby był chociaż trochę słoneczny :)

las

jesień

źródło drugiego zdjęcia – psychopedagog.eu

 

Wjazd na Leskowiec – świętujemy Dzień Niepodległości

Jak to mówią – dzień święty święcić, tak więc standardowo uświęciłam jazdą na rowerze. Tym razem z chłopakami z krakowskiego Tomaru (którym ponownie dziękuję za świetną wycieczkę) zdecydowaliśmy się wybrać się na szczyt Leskowiec. Wolny dzień w środku tygodnia, grzech nie wykorzystać na fajny wyjazd.

Start z Krakowa do Wadowic

Wyjazd z Krakowa planowaliśmy na godzinę 7:15, finalnie wystartowaliśmy o 9.. a bo trzeba się wyspać, a bo śniadanie po drodze.. Tak więc do Wadowic (bo stamtąd startowaliśmy) dotarliśmy około godziny 10. Rozpakowanie rowerów, przebranie się.. i o 10:30 w końcu jedziemy.

DCIM100GOPROGOPR1266.

szczyt Leskowiec

Radość z jazdy jak zawsze

Ledwo wsiadłam na rower i od razu dostałam strzał endrofiny, na twarzy ogromny uśmiech, a łydki gotowe do kilkugodzinnego pedałowania. Uwielbiam to uczucie. No więc zaczęliśmy jazdę od asfaltu, ale na szczęście już po chwili wjechaliśmy do lasu. Z tego co mi wiadomo, nazwa lokalna tego lasu to „Dzwonek”. Tym razem, nauczona przykrymi doświadczeniami z ostatniego razu wzięłam ochraniacze, z którymi już się nie rozstaję. Całe szczęście, pomimo że było ślisko i mokro, nie musiały spełaniać swojego zadania, upadku tym razem nie było.

DCIM100GOPROGOPR1233.

podjazd część I

DCIM100GOPROGOPR1236.

Kolejny punkt wycieczki – długie podprowadzanie

Zaraz po Dzwonku zjechaliśmy na Gorzeń Górny, skąd żółtym szlakiem, prowadzącym przez Iłowiec (472 m npm) dojechaliśmy na Łysą Górę (548 m npm). Wszyscy jeszcze zadowoleni, uśmiechnięci, cały czas jedziemy. Zaraz za Łysą Górą, niebieski szlak poprowadził nas do Ponikwi. I tutaj zaczął się.. mały problem. A mianowicie szlak papieski na Leskowiec. To, że cały czas był pod dość dużym nachyleniem nie byłoby problemem, gdyby nie fakt, że zaczęło padać, dodać do tego ogromną ilość liści i błota.. Podjazd kończył się pedałowaniem w miejscu. Tak więc nie pozostało nic innego, jak podprowadzanie i pytanie ludzi po drodze kiedy będziemy mogli normalnie jechać.

DCIM100GOPROGOPR1240.

ostatnio podjazd na szczyt Leskowiec

DCIM100GOPROGOPR1251.

jeden z nielicznych widoków :(

Koniec podprowadzania – można jechać

Tak, tak, pomimo że dopiero pod sam koniec, udało się jednak trochę podjechać. Co sprawiło nam niesamowitą radość. W końcu naszym oczom ukazło się schronisko. Biegiem na ciepłą zupę i herbatę, po czym ostatni punkt wycieczki – szczyt Leskowiec (925m npm). Tutaj na szczęście dało się bez problemu podjechać. Niestety, ku mojemu rozczarowaniu, mgła uniemożliwiła nam podziwianie widoków, dobrze że po drodze udało się zrobić kilka zdjęć.

DCIM100GOPROGOPR1253.

DCIM100GOPROGOPR1260.

Szybki zjazd w dół

No i chyba najprzyjemniejszy punkt wycieczki, szybko w dół, żółtym szlakiem na Chobot. Pomimo, że warunki do najłatwiejszych nie należały, uśmiech z twarzy i tak nie schodził. Wszyscy przeżyli, bliskie spotkanie z błotem (na szczęście nie moje :D) było tylko jedno, po czym postanowiliśmy podjechać umyć rowery i pędem na pyszny, domowy obiad. Zasłużony z resztą.

DCIM100GOPROGOPR1262.

DCIM100GOPROGOPR1268.

Szczyt zdobyty – Kellys się sprawdza :D

Podsumowując, jak zawsze – chcę więcej!

To prawda, wyjazd był naprawdę fajny, a przede wszystkim wesoły, a to chyba najważniejsze. Pomimo chwilowych zawachań i zastanawiania się, czy w tych warunkach chce mi się tyle prowadzić, chłopaki skutecznie sprawiali, czasami nawet zupełnie przypadkowo, że cały czas się śmiałam. Z wielką chęcią wybiorę się tam jeszcze raz, jednak na wiosnę, musi być sucho i mam nadzieję, będzie mi wtedy dane podziwiać piękne widoki. Chociaż, akurat brak widoków wynagrodziła mi najlepsza na świecie kremówka na sam koniec, w końcu być w Wadowicach i nie spróbować to grzech!

DCIM100GOPROGOPR1277.

Zupa krem i ciastka owsiane na jesienne wieczory

Od kilku dni niestety pogoda nie rozpieszcza, szaro, ponuro i zimno, za oknem mgła taka, że nie widać nic dalej, niż na wyciągnięcie ręki, więc na rowerze nigdzie nie byłam, miałam za to chwilę, żeby w końcu coś sobie ugotować i upiec.

Tak się składa, że gotować i eksperymentować w kuchni uwielbiam, (no i zjeść coś dobrego tak samo), szczególnie gdy na zewnątrz taka szarówka. Z tego też powodu od jakiegoś czasu chodziła za mną rozgrzewająca zupa krem. No i też na nią padło. A na deser ciastka owsiane. Mniam.

Generalnie, aż do niedawna nigdy nie byłam fanką zup. Jednak odkąd wyjechałam na studia, bardzo za nimi tęsknię. Ostatnimi czasy, moje serce skradły zupy-krem (oczywiście nie zabielane śmietaną). Na mieście można trafić na coś dobrego, ostatnio sezon na krem z dynii, jednak nie ma to jak domowa zupka. Tak więc padło na krem z pomidorów. Niestety bardzo grzeszę, bo robię go z kostki, czas nie pozwala na zrobienie domowego bulionu, no ale nic na to nie poradzę. I tak smakuje 😀

Pachnące, aromatyczne, mogłabym jeść zupy krem non-stop. Całe szczęście na uczelni czasami serwują coś dobrego. Mój przepis za to jest prosty i szybki, porcja na dwa razy, w sam raz dla zabieganych.

 

Składniki na dwie porcje:

– 4 pomidory
– pół cebuli
– ząbek czosnku
– jogurt naturalny
– bulion warzywny 400ml/kostka rosołowa
– słonecznik i pestki dyni (polecam te z firmy Logico)
– grzanki (robię je sama, ale można kupić gotowe)
– oliwa
-pieprz, sól, ostra papryka, bazylia
Podgrzewamy oliwę w garnku, pokrojoną cebulę i czosnek wrzucamy do środa i dusimy. W międzyczasie rozpuszczamy kostkę bulionową w 400ml wody i wlewamy do cebuli. Następnie obieramy pomidory ze skórki, kroimy w kostkę i dorzucamy do garnka. Całość dusimy około 15-20 minut. Po tym czasie całość blendujemy, przyprawiamy według uznania (uwielbiam ostre rzeczy, więc u mnie dużo ostrej papryki i pieprzu). Przelewamy zupę do miski, dodajemy jogurt naturalny, posypujemy uprażonymi pestkami dyni i słonecznikiem i na koniec wrzucamy grzanki. Nie lubię tych kupnych, więc tostuję chleb, kroję w kostkę i podsmażam na oliwie. Siadać i jeść póki gorące 😀

DCIM100GOPROGOPR1126.

DCIM100GOPROGOPR1123.

DCIM100GOPROGOPR1133.

DCIM100GOPROGOPR1138.

DCIM100GOPROGOPR1143.

Zupa zupą, przychodzi pora popołudniowa, kawa.. No i do kawy przydałoby się coś słodkiego. Tęsknię za ciastem od babci i pomimo że sama też uwielbiam je piec (i jeść), niezbyt mi się to opłaca, bo nie zjem całej blaszki. Tak więc fajna i zdrowa alternatywa, ciastka owsiane!

 

Przepis na około 6 sztuk:

– banan
– 4 łyżki płatków owsianych
– 2 łyżki sezamu
– owoce suszone według uznania (u mnie rodzynki i owoce goji)
– orzechy równiez według uznania (u mnie włoskie i migdały)
– cynamon

Banana rozgniesć, orzechy posiekać i wszystko razem wymieszać, na koniec posypać cynamonem i zamieszać jeszcze raz. Ciastka najlepiej uformować rękami ( jak za bardzo się lepią, dodać trochę płatków owsianych) i układać na blaszce. Piec w 180°C około 15 minut. Banan sprawia, że ciastka są słodkie, jednak jeżeli ktoś lubi bardzo słodkie, można dodać miód albo ksylitol. Po wyciągnięciu poczekać aż trochę przestygną i serwować z gorącą kawą (moje kolejne uzależnienie).

DCIM100GOPROGOPR1147.

DCIM100GOPROGOPR1148.

Jeżeli postanowicie wykorzystać któryś z tych przepisów, a weekend się zblizą, więc będzie na to czas, podzielcie się opinią, a może postanowicie je trochę ulepszyć :) Mam nadzieję, że pomogłam z obiadem.. i deserem. Smacznego :)