Trening a kuracja antybiotykowa

Każdemu z nas zdarza się zachorować. Niektóre z tych chorób wymagają tylko odpoczynku i poleżenia w łóżku z gorącą herbatą, niektóre niestety kończą się antybiotykami. Często wtedy stajemy przed dylematem – trenować czy nie trenować? Odpuścić, odpocząć? A może chociaż trochę, coś lekkiego?

Podczas zwykłego przeziębienia, lekki ruch, spacer, dotlenienie organizmu – w granicach rozsądku jest wskazane. Niestety, podczas kuracji antybiotykowej wszelki wysiłek fizyczny powinniśmy odpuścić. W tym czasie nasz organizm skupia się na zwalczaniu choroby, dodatkowo osłabiony antybiotykami, które zwykle negatywnie wpływają na nasze samopoczucie, nie jest w stanie wykrzesać z siebie siły na dodatkowy wysiłek. Pewnie zauważyliście, że w okresie brania antybiotyków nawet wejście po schodach na drugie piętro staje się wyzwaniem.

Oczywiście, jeżeli tylko sytuacja na to pozwala, starajmy się unikać antybiotyków. Wyjaławiają nasz organizm i osłabiają, nasza forma również często na tym traci. Warto starać się wyleczyć sprawdzonymi, domowymi sposobami, które pewnie zna każdy z nas. Mleko z czosnkiem, herbata z miodem, woda z solą itp.

 

Co w przypadku, kiedy nie mamy wyjścia i antybiotyk jest jedynym rozwiązaniem?

Swojego czasu dużo chorowałam i niestety antybiotyk był nieodłączną częścią leczenia choroby. W tym okresie najlepiej całkowicie dać sobie na wstrzymanie i odpocząć. Oczywiście każdy z nas wie, że czasami ciężko odpuścić. Jednak nie ma sensu męczyć się myśleniem „mogłabym/mógłbym siedzieć teraz na rowerze”. Trzeba zaakceptować sytuację i jak najszybciej wracać do zdrowia.

 

Jak najlepiej pomóc organizmowi w czasie choroby i kuracji antybiotykowej?

– dużo spać i odpoczywać

– jeść dużo owoców i domowych zup

– brać osłonę na jelita i pić jogurty naturalne, kefiry, maślanki

– wspomagać organizm naturalnymi „lekami” czyli imbirem, miodem i czosnkiem

 

Po zakończeniu leczenia najlepiej również stopniowo wracać do aktywności fizycznej i treningów. Nie wsiadajmy od razu na rower i nie męczmy się kilkugodzinną jazdą, róbmy to stopniowo, dając czas organizmowi na dojście do siebie i powrót do formy.

Pamiętajcie, że zdrowie mamy tylko jedno. Bez niego nic nie zrobimy, jest zdecydowanie najważniejsze i powinniśmy o nie dbać. Trzeba dobrze znać swój organizm i słuchać go, kiedy nam podpowiada, że jest osłabiony. Czasami trzeba umieć odpuścić.. Chyba że organizm nam podpowiada, że jest w szczytowej formie, wtedy trzeba od razu wsiadać na rower! :)

 

Pillen und Tabletten aus Medizin-Glas

 

 

Czekoladowy budyń jaglany

Jak już zdążyliście się zorientować, kocham desery w różnej postaci. Ale te zdrowe, przygotowane w domu, ze sprawdzonych składników. Mam wtedy pewność, że nie robię ze swojego żołądka śmietnika.

Nie znam osoby, która nie lubi budyniu. Obojętnie o jakim smaku. Ja osobiście jestem największą fanką malinowego, ale czekoladowy z bananem też robi robotę.

Jako że dopadła mnie choroba i kwitnę w łóżku, jest to jedyny czas kiedy mogę poeksperymentować w kuchni. No i przyszła ochota na jakiś deser… Padło na budyń.. Kusił ten z proszku, chwila moment i gotowe.. Ale nie. Poszperałam w Internecie, poczytałam, pooglądałam.. Aż w końcu wyszło coś przepysznego!

 

13446228_1156090644441974_1409243516_o

 

Składniki na jedną porcję:

– 3-4 łyżki kaszy jaglanej

– szklanka mleka

– 2 łyżeczki prawdziwego kakao

– łyżeczka miodu (lub dowolny słodzik)

– kostka gorzkiej czekolady min. 70% (opcjonalnie)

– dodatki według upodobań u mnie: banan, wiórki kokosowe, mango i migdały

 

13446368_1156090641108641_928281934_o

 

Przepłukujemy kaszę, żeby pozbyć się gorzkiego posmaku i gotujemy na mleku około 15 minut. Pod koniec gotowania dodajemy kakao. Mieszamy, odstawimy z gazu, dokładnie blendujemy i dodajemy miód. Mieszamy, aby miód się rozpuścił i ponownie blendujemy. Przekładamy do miseczek i na wierzch kładziemy wszystko, na co mamy ochotę. Idealnie pasuje banan i wiórki kokosowe.

Jeżeli chcecie, aby Wasz budyń był mocno czekolady, w momencie dodawania kakao możecie dorzucić kostkę gorzkiej czekolady. Ja tak zrobiłam i polecam!

Budyń idealnie sprawdza się na śniadanie, deser lub kolację. Oczywiście podane składniki wystarczają na porcję dla mnie, możecie je dowolnie zwiększać lub zmniejszać pod własne zapotrzebowanie. Smacznego!

 

 

Bike Maraton edycja 4. – Wałbrzych

Przez ostatni miesiąc ciągle na wszystko brakuje czasu. Wyjazdy, festiwale rowerowe, treningi.. no i okres sesji letniej.. Dlatego każdy post przychodzi mniej więcej z tygodniowym opóźnieniem.

W tym pędzie udało mi się znaleźć czas na 4. edycję Bike Maratonu w Wałbrzychu, pomimo że początkowo nie było go w planach. Ale znacie to uczucie chęci rywalizacji? :)

Wałbrzych – miasto większe od wszystkich, w których do tej pory odbyły się wszystkie tegoroczne edycje Bike Maratonu.

 

13389108_1154915751226130_1790865550_o 13410827_1154915724559466_1448904107_o

 

Niby profil trasy sprawdzałam wiele razy, pomimo tego ciężko było mi wywnioskować czego powinnam oczekiwać. Były już przecież długie podjazdy, interwały, single.. Na starcie doszły mnie słuchy, że w sumie w Wałbrzychu podjazd jest większy niż był w Polanicy, tylko że nie jest ciągły..hm.. Czy faktycznie tak było? Może, ale nie na dystansie mini.

Trasa była bardzo ciekawa i momentami żałowałam, że nie jadę na swoim Eraserze. Podjazdy wcale nie były takie długie i męczące, po prostu było ich dużo, ale kończyły się zanim człowiek zdążył się porządnie zmęczyć. Za to zjazdy były bardzo ciekawe. Wąskie, strome, śliskie single.

 

13340550_1154915754559463_1497557805_o 13396603_1154915764559462_1991602824_o

 

Duża część trasy prowadziła również przez łąkę, której nierówności dały się mocno we znaki.

W dzień maratonu pogoda na całe szczęście dopisała i pomimo że na trasie momentami było trochę błota, przynajmniej z nieba nic się nie lało.

Z edycji na edycję Bike Maraton staje się coraz bardziej MTB. Pojawia się coraz więcej stromych i interesujących singli. Im głębiej w las, tym trudniej i tym mniej miejsca dla osób z małym doświadczeniem. Szkoda, że właśnie na tych najciekawszych singlach zawsze większość osób sprowadza.. Przez co robią się korki.. I ciężko jest zjeżdżać.. Przecież to MTB!!

 

13405664_1154915727892799_1550820939_o

 

Kolejna edycja już w Wiśle, nie ukrywam że akurat tam z wielką chęcią chciałam wystartować, niestety termin pokrywa się z zawodami enduro w Przesiece, które są priorytetem.

Tym razem wynik trochę gorszy niż w Zdzieszowicach, ale nie zawsze to jest ’’ten dzień”.

Oby organizatorzy maratonu w kolejnych edycja ustalali trasy równie ciekawe, jak ta w Wałbrzychu!

 

13441582_1154915741226131_515853965_o

Śniadanie przed maratonem też weszło porządne – siła zawsze musi być.. a co da ją lepiej, jak nie owies? 😀

 

 

Bikefest Kalnica 2016

To był długi weekend. Mocno rowerowy. Z fajną ekipą ludzi. Z wieczornym chillem. Takie weekendy są najlepsze. Nic cię nie obchodzi, tylko to o której wstać i gdzie pojechać. Takie trochę krótkie wakacje.

Nie wyprzedzając – zacznijmy od początku. Oficjalnie Bikefest zaczął się w piątek, jednak na miejsce udało nam się dotrzeć już w czwartek popołudniu. Pierwsze co rzuciło się w oczy po wyjściu z auta to pokaźnych rozmiarów górka z wyciągiem, piękna pogoda i cały sznurek namiotów różnych wystawców. Pierwsza myśl – będzie co jeździć.. I co podjeżdżać.

 

_DSC9763net kl2

 

Piątek powitał piękną pogodą, której wszyscy byli spragnieni. Był to dzień oficjalnego objazu całej trasy enduro, ale też eliminatora XC, pumptracku i dual pumptracku.

Jak wyglądała trasa enduro?

Zaczynając od podjazdu – okropnie długi i męczący, ciągnął się niemiłosiernie, kończąc się na wypychu. Z pewnością wszyscy go przeklnęli dobrych kilka razy. Co do OS-ów, były względnie łatwe i przyjemne, w dwóch nawet znalazł się krótki podjazd, co było dużym zaskoczeniem. Dojazdy do poszczególnych odcinków były różne. Niektóre bardzo krótkie, niektóre dłuższe. Zdecydowanie najlepszym OS-em był ostatni, na który podjeżdżało się wyciągiem. Czyste flow, trochę podobny do trasy Superflow na Rychlebach.

 

_DSC0312net

 

Jedynym minusem zawodów była ich forma. Na OS’y wjeżdżało się kto pierwszy ten lepszy, przez co tworzyły się ogromne kolejki, w których można było kwitnąć nawet godzinę…Widać nie tylko u nas to nie funkcjonuje tak, jak powinno.

W drugi dzień festiwalu, czyli w sobotę odbyły się zawody enduro. Był to również przy okazji mój debiut. Wynikiem nie ma się co chwalić – liczy się to, że w końcu postanowiłam wystartować i przełamałam jakąś wewnętrzną barierę.  Mam teraz dużo motywacji, żeby pracować nad swoimi umiejętnościami.

 

_DSC9704net

 

Po całym dniu enduro wszyscy mieli już dość jazdy. Zwieńczeniem dnia był wieczorny chill nad jeziorem.

W niedzielę, czyli w ostatni dzień festiwalu miał odbyć się maraton. I odbył się, niestety z przyczyn technicznym nie udało mi się w nim wystartować. Ale nic straconego, korzystając z wyciągu, cały dzień męczyłam ostatni OS z zawodów enduro i trasy w Bikeparku, które również bardzo przypominały te na Rychlebach.. czyli raj na ziemi :)

 

_DSC9803net

 

W niedzielę również odbyły się zawody DH – nie jest to moja dyscyplina, jednak trasa podobno nie była ciężka.

Generalnie cały weekend zaliczam do bardzo udanych. Słowacy stanęli na wyskości zadania, pokazując jak idealnie wykorzystać przewyższenia terenu i ze stoku narciarskiego zrobić świetny bikepark. Jedynym minusem festiwalu jest problem z zakwaterowaniem. Njabliższe domki, pomimo że świetne położone, w dodatku nad fajnym jeziorkiem, znajdują się kilka dobrych kilometrów od Kalnicy.. Pojawia się tutaj mały problem z dojazdem, szczególnie po wieczornych koncertach.. Jednak jak zawsze, dla chcącego nic trudnego.

 

_DSC0380net kal

 

Do Kalnicy na Bikefest zdecydowanie warto się wybrać. Kolejna edycja już za rok i mam nadzieję że będzie mi dane pojechać tam ponownie.

 

_DSC9729net _DSC9845net

 

Zdjęcia od https://web.facebook.com/bikefest.kalnica/?fref=ts i https://web.facebook.com/JacekSlonik?fref=ts