To był długi weekend. Mocno rowerowy. Z fajną ekipą ludzi. Z wieczornym chillem. Takie weekendy są najlepsze. Nic cię nie obchodzi, tylko to o której wstać i gdzie pojechać. Takie trochę krótkie wakacje.

Nie wyprzedzając – zacznijmy od początku. Oficjalnie Bikefest zaczął się w piątek, jednak na miejsce udało nam się dotrzeć już w czwartek popołudniu. Pierwsze co rzuciło się w oczy po wyjściu z auta to pokaźnych rozmiarów górka z wyciągiem, piękna pogoda i cały sznurek namiotów różnych wystawców. Pierwsza myśl – będzie co jeździć.. I co podjeżdżać.

 

_DSC9763net kl2

 

Piątek powitał piękną pogodą, której wszyscy byli spragnieni. Był to dzień oficjalnego objazu całej trasy enduro, ale też eliminatora XC, pumptracku i dual pumptracku.

Jak wyglądała trasa enduro?

Zaczynając od podjazdu – okropnie długi i męczący, ciągnął się niemiłosiernie, kończąc się na wypychu. Z pewnością wszyscy go przeklnęli dobrych kilka razy. Co do OS-ów, były względnie łatwe i przyjemne, w dwóch nawet znalazł się krótki podjazd, co było dużym zaskoczeniem. Dojazdy do poszczególnych odcinków były różne. Niektóre bardzo krótkie, niektóre dłuższe. Zdecydowanie najlepszym OS-em był ostatni, na który podjeżdżało się wyciągiem. Czyste flow, trochę podobny do trasy Superflow na Rychlebach.

 

_DSC0312net

 

Jedynym minusem zawodów była ich forma. Na OS’y wjeżdżało się kto pierwszy ten lepszy, przez co tworzyły się ogromne kolejki, w których można było kwitnąć nawet godzinę…Widać nie tylko u nas to nie funkcjonuje tak, jak powinno.

W drugi dzień festiwalu, czyli w sobotę odbyły się zawody enduro. Był to również przy okazji mój debiut. Wynikiem nie ma się co chwalić – liczy się to, że w końcu postanowiłam wystartować i przełamałam jakąś wewnętrzną barierę.  Mam teraz dużo motywacji, żeby pracować nad swoimi umiejętnościami.

 

_DSC9704net

 

Po całym dniu enduro wszyscy mieli już dość jazdy. Zwieńczeniem dnia był wieczorny chill nad jeziorem.

W niedzielę, czyli w ostatni dzień festiwalu miał odbyć się maraton. I odbył się, niestety z przyczyn technicznym nie udało mi się w nim wystartować. Ale nic straconego, korzystając z wyciągu, cały dzień męczyłam ostatni OS z zawodów enduro i trasy w Bikeparku, które również bardzo przypominały te na Rychlebach.. czyli raj na ziemi :)

 

_DSC9803net

 

W niedzielę również odbyły się zawody DH – nie jest to moja dyscyplina, jednak trasa podobno nie była ciężka.

Generalnie cały weekend zaliczam do bardzo udanych. Słowacy stanęli na wyskości zadania, pokazując jak idealnie wykorzystać przewyższenia terenu i ze stoku narciarskiego zrobić świetny bikepark. Jedynym minusem festiwalu jest problem z zakwaterowaniem. Njabliższe domki, pomimo że świetne położone, w dodatku nad fajnym jeziorkiem, znajdują się kilka dobrych kilometrów od Kalnicy.. Pojawia się tutaj mały problem z dojazdem, szczególnie po wieczornych koncertach.. Jednak jak zawsze, dla chcącego nic trudnego.

 

_DSC0380net kal

 

Do Kalnicy na Bikefest zdecydowanie warto się wybrać. Kolejna edycja już za rok i mam nadzieję że będzie mi dane pojechać tam ponownie.

 

_DSC9729net _DSC9845net

 

Zdjęcia od https://web.facebook.com/bikefest.kalnica/?fref=ts i https://web.facebook.com/JacekSlonik?fref=ts

Share This