Czerwcową edycję JoyRide w Zakopanem można zaliczyć do tych bardzo udanych. Krótsza niż w Kluszkowcach, bo nie 3, a 2 dni festiwalu, ale za to jak intensywnego.. i słonecznego!

Co prawda teoretycznie impreza rozpoczynała się już w piątek, jednak w praktyce był to po prostu dzień, w którym wszyscy wystawcy rozkładali swoje namioty, a wieczorem odbył się pokaz filmów rowerowych i grill.

Sam festiwal – w centrum Zakopanego na Dolnej Równi Krupowej był bardzo dobrze zorganizowany. Wszystko dopięte na ostatni guzik, każdy wiedział gdzie jest jego miejsce i czym powinien się zająć.

 

DCIM100GOPROGOPR1843.

 

Sobota – czyli oficjalnie pierwszy dzień festiwalu w którym faktycznie zaczęły się konkurencje. Na pierwszy ogień poszedł maraton.. i niesamowita lampa z nieba. Stojąc na starcie o 11:30 grzało niesamowicie, nie mówiąc już o jeździe pod górę, kiedy pot lał się strumieniami. Wszystko wynagradzały jednak widoki z Gubałówki. Sama trasa – jak dla mnie rewelacyjna. Jedna z lepszych, jakie do tej pory jechałam. Cyklokarpaty ponownie stanęły na wysokości zadania i sprawiły, że nie dało się nudzić w trakcie jazdy. Standardowo kilka ciężkich podjazdów, kilka singli, trochę łąki i asfaltu.

 

DCIM100GOPROGOPR1822.

 

Jedną z ciekawszych rzeczy na tegorocznych Zako Days był pokaz skoków rowerowych i to w dodatku pod samymi namiotami wystawców. Robiło wrażenie, szczególnie mając to na wyciągnięcie ręki.

 

DCIM100GOPROGOPR1873.

 

W sobotę był również objazd odcinków specjalnych na niedzielne enduro, niestety brałam akurat udział w maratonie… który udało mi się wygrać! Standardowo dystans Hobby, na którym jestem najlepiej wytrenowana.

Wieczorem after party w Dworcu Tatrzańskim.. chyba nie trzeba tutaj dużo pisać.. 😀

Niedziela zaczęła się słonecznie i intensywnie, ponieważ już od samego rana startowało enduro. Gotowa do drogi stanęłam na starcie o 9:45.. i wio! Pod górę! I pod górę. I pod górę… i jeszcze trochę pod tą górę. Aż w końcu po hektolitrach wylanego potu i bólu w nogach po sobotnim maratonie, oczom ukazał się OS1. Pierwsze trzy OSy były puszczone trasami Rowerowego Podhala, które większość osób zna. Ostatni, 4 OS był na Szymoszkowej.. Niestety ciężko mi o nim powiedzieć cokolwiek, ponieważ już po pierwszym odcinku z przyczyn „technicznych” musiałam zrezygnować z dalszej jazdy.

 

13528711_10153534376545899_5666701328644387789_n

DCIM100GOPROGOPR1828.

 

Generalnie uważam, że enduro było dobrze zorganizowane. Sprawa z pomiarem czasu też była całkiem przyzwoicie rozwiązana. Najgorsze były dojazdówki, za to dużym plusem były bufety na trasie z owocami, wafelkami i piciem.

Całość imprezy generalnie na wielki plus. Na Dolnej Równi Krupowej oprócz wszystkich wystawców można było znaleźć budki z burgerami, lodami czy kawą. Oczywiście można też było słyszeć nasze krzyki w namiotach w trakcie meczu.. Każdy namiot w innej minucie, gdyż transmisje inaczej odbierały.

 

_DSC4624

 

Nie wiem jak wyglądały wcześniejsze edycje Joy Ride, ale z tegorocznych jestem zadowolona i uważam że to dobrze wykorzystany czas i już z niecierpliwością czekam na Harendę we wrześniu, nawet jeżeli tak jak ja nie będziecie brać udziału w zawodach, warto się wybrać na tą 3-dniową, rowerową imprezę.

 

DCIM100GOPROGOPR1848.

DCIM100GOPROGOPR1839.

Najlepsza budka z kawą i z lodami ever!

DCIM100GOPROGOPR1868.

 

 

 

 

Share This