Tydzień w Kluszkowcach – testy Kellys 2017

 

Wiecie jak to jest wstawać rano, w dodatku we wrześniu, i jedyne czym się martwić to to, który rower wybrać, żeby sobie pojeździć? Nie? Ja też nie :) Miałam jednak namiastkę takiego tygodnia i okazję żeby spróbować chociaż przez chwilę jak to jest, na testach kolekcji Kellys’a 2017 w Kluszkowcach. Oczywiście najpierw były obowiązki, a później frajda z jazdy.

 

img_3512

 

Kluszkowce każdy zna, chociażby z popularnej imprezy JoyRide. To właśnie tutaj psy szczekają… :) A miejsce to tętni życiem tylko w trakcie jakichś wydarzeń, głównie rowerowych i narciarskich, a punktem całego zamieszania jest hotel CzorsztynSki.

W tym roku Kellys postanowił zorganizować testy nowej kolekcji tydzień po prezentacji. Miejsce dobrane idealnie, ze względu na różnorodność terenu i możliwość przetestowania wszystkich rowerów, od szosy, przez mtb i enduro po downhill.

 

DCIM101GOPROGOPR2740.

Widok z Góry Wdżar

 

Kolejnym świetnym punktem imprezy były codzienne szkolenia rowerowe z MTB Academy, oczywiście dla chętnych. Reszta w tym czasie mogła jechać na wycieczkę MTB z Rafałem Hebiszem, trenerem kadry juniorów, wsiąść na szosę lub jeździć na rowerze gdzie go tylko dwa koła poniosą.

 

DCIM101GOPROGOPR2750.

I co tu wybrać…?

 

Pomimo różnych obowiązków udało mi się wziąć udział i w szkoleniu, i w wycieczce, i nawet przejechać się wyciągiem z rowerem. Przyznam że trasy enduro są naprawdę warte uwagi, zachodu i ruszenia tyłka z ciągłych Rychlebskich żeby tu przyjechać i spróbować czegoś nowego. Dobrze przygotowane, z luźnymi kamieniami ze względu na ukształtowanie terenu sprawiają jeszcze więcej frajdy. Nawet poza jazdą na rowerze, góry w okolicy oferują wiele ciekawych szlaków do pieszych wycieczek.

 

DCIM101GOPROGOPR2754.

Widok z Góry Wdżar

 

Co prawda pogoda nie rozpieszczała, bo 3 stopnie o 7 rano nie wróżą nic dobrego, szczególnie dla takich zmarzluchów jak ja, ale wystarczył jeden podjazd i już zapominało się o zimnie. Ewentualnie można było to olać i iść na siłownię i do spa.. Tak jak mi się zdarzyło, gdy nic nie było w stanie mnie rozgrzać.

 

DCIM101GOPROGOPR2748.

Widok z Góry Wdżar

 

A dla wszystkich, którzy planują wybrać się do Kluszkowiec i do hotelu CzorsztynSki – polecam szarlotkę na gorąco z lodami. Po całodniowych eksplorowaniu okolicznych gór smakuje najlepiej na świecie.

 

DCIM101GOPROGOPR2732.

Przygotowania do testów pełną parą.

 

 

Joy Ride Zako Days 2016

Czerwcową edycję JoyRide w Zakopanem można zaliczyć do tych bardzo udanych. Krótsza niż w Kluszkowcach, bo nie 3, a 2 dni festiwalu, ale za to jak intensywnego.. i słonecznego!

Co prawda teoretycznie impreza rozpoczynała się już w piątek, jednak w praktyce był to po prostu dzień, w którym wszyscy wystawcy rozkładali swoje namioty, a wieczorem odbył się pokaz filmów rowerowych i grill.

Sam festiwal – w centrum Zakopanego na Dolnej Równi Krupowej był bardzo dobrze zorganizowany. Wszystko dopięte na ostatni guzik, każdy wiedział gdzie jest jego miejsce i czym powinien się zająć.

 

DCIM100GOPROGOPR1843.

 

Sobota – czyli oficjalnie pierwszy dzień festiwalu w którym faktycznie zaczęły się konkurencje. Na pierwszy ogień poszedł maraton.. i niesamowita lampa z nieba. Stojąc na starcie o 11:30 grzało niesamowicie, nie mówiąc już o jeździe pod górę, kiedy pot lał się strumieniami. Wszystko wynagradzały jednak widoki z Gubałówki. Sama trasa – jak dla mnie rewelacyjna. Jedna z lepszych, jakie do tej pory jechałam. Cyklokarpaty ponownie stanęły na wysokości zadania i sprawiły, że nie dało się nudzić w trakcie jazdy. Standardowo kilka ciężkich podjazdów, kilka singli, trochę łąki i asfaltu.

 

DCIM100GOPROGOPR1822.

 

Jedną z ciekawszych rzeczy na tegorocznych Zako Days był pokaz skoków rowerowych i to w dodatku pod samymi namiotami wystawców. Robiło wrażenie, szczególnie mając to na wyciągnięcie ręki.

 

DCIM100GOPROGOPR1873.

 

W sobotę był również objazd odcinków specjalnych na niedzielne enduro, niestety brałam akurat udział w maratonie… który udało mi się wygrać! Standardowo dystans Hobby, na którym jestem najlepiej wytrenowana.

Wieczorem after party w Dworcu Tatrzańskim.. chyba nie trzeba tutaj dużo pisać.. 😀

Niedziela zaczęła się słonecznie i intensywnie, ponieważ już od samego rana startowało enduro. Gotowa do drogi stanęłam na starcie o 9:45.. i wio! Pod górę! I pod górę. I pod górę… i jeszcze trochę pod tą górę. Aż w końcu po hektolitrach wylanego potu i bólu w nogach po sobotnim maratonie, oczom ukazał się OS1. Pierwsze trzy OSy były puszczone trasami Rowerowego Podhala, które większość osób zna. Ostatni, 4 OS był na Szymoszkowej.. Niestety ciężko mi o nim powiedzieć cokolwiek, ponieważ już po pierwszym odcinku z przyczyn „technicznych” musiałam zrezygnować z dalszej jazdy.

 

13528711_10153534376545899_5666701328644387789_n

DCIM100GOPROGOPR1828.

 

Generalnie uważam, że enduro było dobrze zorganizowane. Sprawa z pomiarem czasu też była całkiem przyzwoicie rozwiązana. Najgorsze były dojazdówki, za to dużym plusem były bufety na trasie z owocami, wafelkami i piciem.

Całość imprezy generalnie na wielki plus. Na Dolnej Równi Krupowej oprócz wszystkich wystawców można było znaleźć budki z burgerami, lodami czy kawą. Oczywiście można też było słyszeć nasze krzyki w namiotach w trakcie meczu.. Każdy namiot w innej minucie, gdyż transmisje inaczej odbierały.

 

_DSC4624

 

Nie wiem jak wyglądały wcześniejsze edycje Joy Ride, ale z tegorocznych jestem zadowolona i uważam że to dobrze wykorzystany czas i już z niecierpliwością czekam na Harendę we wrześniu, nawet jeżeli tak jak ja nie będziecie brać udziału w zawodach, warto się wybrać na tą 3-dniową, rowerową imprezę.

 

DCIM100GOPROGOPR1848.

DCIM100GOPROGOPR1839.

Najlepsza budka z kawą i z lodami ever!

DCIM100GOPROGOPR1868.

 

 

 

 

Bike Maraton edycja 4. – Wałbrzych

Przez ostatni miesiąc ciągle na wszystko brakuje czasu. Wyjazdy, festiwale rowerowe, treningi.. no i okres sesji letniej.. Dlatego każdy post przychodzi mniej więcej z tygodniowym opóźnieniem.

W tym pędzie udało mi się znaleźć czas na 4. edycję Bike Maratonu w Wałbrzychu, pomimo że początkowo nie było go w planach. Ale znacie to uczucie chęci rywalizacji? :)

Wałbrzych – miasto większe od wszystkich, w których do tej pory odbyły się wszystkie tegoroczne edycje Bike Maratonu.

 

13389108_1154915751226130_1790865550_o 13410827_1154915724559466_1448904107_o

 

Niby profil trasy sprawdzałam wiele razy, pomimo tego ciężko było mi wywnioskować czego powinnam oczekiwać. Były już przecież długie podjazdy, interwały, single.. Na starcie doszły mnie słuchy, że w sumie w Wałbrzychu podjazd jest większy niż był w Polanicy, tylko że nie jest ciągły..hm.. Czy faktycznie tak było? Może, ale nie na dystansie mini.

Trasa była bardzo ciekawa i momentami żałowałam, że nie jadę na swoim Eraserze. Podjazdy wcale nie były takie długie i męczące, po prostu było ich dużo, ale kończyły się zanim człowiek zdążył się porządnie zmęczyć. Za to zjazdy były bardzo ciekawe. Wąskie, strome, śliskie single.

 

13340550_1154915754559463_1497557805_o 13396603_1154915764559462_1991602824_o

 

Duża część trasy prowadziła również przez łąkę, której nierówności dały się mocno we znaki.

W dzień maratonu pogoda na całe szczęście dopisała i pomimo że na trasie momentami było trochę błota, przynajmniej z nieba nic się nie lało.

Z edycji na edycję Bike Maraton staje się coraz bardziej MTB. Pojawia się coraz więcej stromych i interesujących singli. Im głębiej w las, tym trudniej i tym mniej miejsca dla osób z małym doświadczeniem. Szkoda, że właśnie na tych najciekawszych singlach zawsze większość osób sprowadza.. Przez co robią się korki.. I ciężko jest zjeżdżać.. Przecież to MTB!!

 

13405664_1154915727892799_1550820939_o

 

Kolejna edycja już w Wiśle, nie ukrywam że akurat tam z wielką chęcią chciałam wystartować, niestety termin pokrywa się z zawodami enduro w Przesiece, które są priorytetem.

Tym razem wynik trochę gorszy niż w Zdzieszowicach, ale nie zawsze to jest ’’ten dzień”.

Oby organizatorzy maratonu w kolejnych edycja ustalali trasy równie ciekawe, jak ta w Wałbrzychu!

 

13441582_1154915741226131_515853965_o

Śniadanie przed maratonem też weszło porządne – siła zawsze musi być.. a co da ją lepiej, jak nie owies? 😀

 

 

Bikefest Kalnica 2016

To był długi weekend. Mocno rowerowy. Z fajną ekipą ludzi. Z wieczornym chillem. Takie weekendy są najlepsze. Nic cię nie obchodzi, tylko to o której wstać i gdzie pojechać. Takie trochę krótkie wakacje.

Nie wyprzedzając – zacznijmy od początku. Oficjalnie Bikefest zaczął się w piątek, jednak na miejsce udało nam się dotrzeć już w czwartek popołudniu. Pierwsze co rzuciło się w oczy po wyjściu z auta to pokaźnych rozmiarów górka z wyciągiem, piękna pogoda i cały sznurek namiotów różnych wystawców. Pierwsza myśl – będzie co jeździć.. I co podjeżdżać.

 

_DSC9763net kl2

 

Piątek powitał piękną pogodą, której wszyscy byli spragnieni. Był to dzień oficjalnego objazu całej trasy enduro, ale też eliminatora XC, pumptracku i dual pumptracku.

Jak wyglądała trasa enduro?

Zaczynając od podjazdu – okropnie długi i męczący, ciągnął się niemiłosiernie, kończąc się na wypychu. Z pewnością wszyscy go przeklnęli dobrych kilka razy. Co do OS-ów, były względnie łatwe i przyjemne, w dwóch nawet znalazł się krótki podjazd, co było dużym zaskoczeniem. Dojazdy do poszczególnych odcinków były różne. Niektóre bardzo krótkie, niektóre dłuższe. Zdecydowanie najlepszym OS-em był ostatni, na który podjeżdżało się wyciągiem. Czyste flow, trochę podobny do trasy Superflow na Rychlebach.

 

_DSC0312net

 

Jedynym minusem zawodów była ich forma. Na OS’y wjeżdżało się kto pierwszy ten lepszy, przez co tworzyły się ogromne kolejki, w których można było kwitnąć nawet godzinę…Widać nie tylko u nas to nie funkcjonuje tak, jak powinno.

W drugi dzień festiwalu, czyli w sobotę odbyły się zawody enduro. Był to również przy okazji mój debiut. Wynikiem nie ma się co chwalić – liczy się to, że w końcu postanowiłam wystartować i przełamałam jakąś wewnętrzną barierę.  Mam teraz dużo motywacji, żeby pracować nad swoimi umiejętnościami.

 

_DSC9704net

 

Po całym dniu enduro wszyscy mieli już dość jazdy. Zwieńczeniem dnia był wieczorny chill nad jeziorem.

W niedzielę, czyli w ostatni dzień festiwalu miał odbyć się maraton. I odbył się, niestety z przyczyn technicznym nie udało mi się w nim wystartować. Ale nic straconego, korzystając z wyciągu, cały dzień męczyłam ostatni OS z zawodów enduro i trasy w Bikeparku, które również bardzo przypominały te na Rychlebach.. czyli raj na ziemi :)

 

_DSC9803net

 

W niedzielę również odbyły się zawody DH – nie jest to moja dyscyplina, jednak trasa podobno nie była ciężka.

Generalnie cały weekend zaliczam do bardzo udanych. Słowacy stanęli na wyskości zadania, pokazując jak idealnie wykorzystać przewyższenia terenu i ze stoku narciarskiego zrobić świetny bikepark. Jedynym minusem festiwalu jest problem z zakwaterowaniem. Njabliższe domki, pomimo że świetne położone, w dodatku nad fajnym jeziorkiem, znajdują się kilka dobrych kilometrów od Kalnicy.. Pojawia się tutaj mały problem z dojazdem, szczególnie po wieczornych koncertach.. Jednak jak zawsze, dla chcącego nic trudnego.

 

_DSC0380net kal

 

Do Kalnicy na Bikefest zdecydowanie warto się wybrać. Kolejna edycja już za rok i mam nadzieję że będzie mi dane pojechać tam ponownie.

 

_DSC9729net _DSC9845net

 

Zdjęcia od https://web.facebook.com/bikefest.kalnica/?fref=ts i https://web.facebook.com/JacekSlonik?fref=ts

Bike Maraton part III – Zdzieszowice

Kolejny maraton z cyklu Bike Maraton za nami. Trzecia edycja odbyła się w Zdzieszowicach. Tak, tak, dobrze kojarzycie, to ten weekend, kiedy na polach jest żółto bo wszędzie kwitnie rzepak.. I śmierdzi przy okazji.

 

zdz1

 

Znowu trzeba było wstawać rano, ładować energię kaszą jaglaną z owocami i orzechami (jak na zdjęciu ponieżej) i wsiadać w auto. Ale z tygodnia na tydzień coraz bardziej mi się to podoba. Ten dreszcz emocji i lekki stres.

 

IMG_1076

 

Po poprzedniej edycji Bike Maratonu, tym razem w Zdzieszowicach można było spodziewać się wiele. Skoro ostatnim razem trasa zawierała taki długi podjazd, co czeka nas tym razem?  Zdzieszowice mają do zaoferowania dużo, ale z pewnością nie strome podjazdy. Na dystansie mini około 400m przewyższenia? Co to jest w porównaniu chociażby do maratonu w Kluszkowcach czy w Polanicy.

 

IMG_1105

 

Skoro jednak nie strome i ciężkie podjazdy, techniczne zjazdy też nie wchodzą w grę, to co? A no interwały!

Góra Świętej Anny, bo to na niej była wyznaczona trasa, miała do zaoferowania, moim zdaniem, delikatną, a zarazem męczącą trasę. No bo skoro delikatna, to trzeba iść do odcięcia, nie ma że boli :)

 

IMG_1091

 

Byliście kiedyś na Trail’u na Rychlebach? To te ścieżki po przeciwnej stronie Super Flow. Właśnie takie porównanie przyszło mi do głowy w trakcie maratonu. Niby lekkie, ale jak się pójdzie piecem to też boli. Interwały nie są łatwe. Trzeba mieć dobrą kondycję. Są za to też bardzo szybkie i jednocześnie sprawiają dużo frajdy, bo jest ciągłe flow, nie ma czasu na nudę.. Tak jakby na maratonie w ogóle był na nią czas.

 

zdz3

 

Niestety trasa w Zdzieszowicach była miejscami bardzo wąska, przez co robiły się gigantyczne korki. Jeżeli komuś zależy na czasie to trochę słabo. Sektory powinny startować z większym odstępem czasu niż 20 sekund.

No i oczywiście nie obyło się bez wypychu, pomimo że podjazdy były bardzo łatwe i lekkie(przynajmniej dla mnie). Niestety korki nie pozwoliły na podjazd, a że coraz bardziej zależy mi na czasie, musiałam przedzierać się jak najszybciej przez chaszcze 😀

 

IMG_1078

 

Pamiętajcie, że maraton MTB to maraton MTB. To oczywiste że są podjazdy, więc łyda musi się zgadzać. Skoro wiecie że to dla Was katorga, po co blokować trasę? To samo tyczy się zjazdów.

Podsumowując, trasa w Zdzieszowicach była na piątkę z plusem. W końcu było sucho, obyło się bez błota, można było poczuć flow (o ile nie zrobił się korek), znalazła się odrobina asfaltu i nawet widok… na autostradę. Kto by się spodziewał, że koło A4 mogą się znajdować takie fajne i lekkie trasy?

 

IMG_1115

 

Następna edycja 4 czerwca w Wałbrzychu. Na początku miałam nie jechać. Ale chęć rywalizacji wygrała. Do zobaczenia na miejscu :)

IMG_1117 zdz2

 

 

Joy Ride Bike Festiwal Kluszkowce 2016

O słynnym wśród społeczności rowerowej festiwalu Joy Ride jest głośno przez cały rok. Ledwo kończy się jeden, a wszyscy uczestnicy już przebierają nogami i z niecierpliwością wyczekują kolejnej edycji. I nie ma co się dziwić – jest to impreza, na którą warto przyjechać, nawet jeżeli nie zamierza się startować w żadnej z konkurencji.

 

13262580_1140427202674985_2057278881_o

 

Joy Ride to trzydniowy, weekendowy festiwal, trwający od piątku do niedzieli. Są to bardzo intensywne trzy dni i dużo się w tym czasie dzieje.

 

joy9

 

W tym roku na Joy Ridzie można było wziąć udział w 9-ciu konkurencjach, takich jak: maraton mtb, enduro, downhill, whip-contest, pumptrack, dual-slalom (we wszystkich wymienionych wziął udział Kellys Team i każdemu udało się stanąć na podium w tym, w czym jest najlepszy Mateusz Baliński – enduro, Bartosz Giemza – pumptrack, Krzysztof Kriss Kaczmarczyk – pumptrack w juniorach.. no i o mnie trochę niżej) oraz flybag i slopstyle, które niestety ze względu na tragiczne warunki pogodowe zostały odwołane.

 

joy12

joy7

 

Poza oczywistymi startami w zawodach, Joy Ride oferuje ogrom innych rozrywek. Przede wszystkim z roku na rok pojawia się coraz większa ilość wystawców. Ciuchy, rowery, osprzęt, kosmetyki rowerowe, akcesoria, odżywki. W tym roku wystawiło się aż 57 firm. Można również wziąć udział w przeróżnych konkursach, chociażby takich jak konkurs na najmniejszą i największą łydkę w Kellysie czy wypełnienie ankiety do losowania w Foxie,  napić się dobrej kawy i poznać ludzi z branży. 3 dni to więc wystarczająca ilość czasu, aby obejść wszystkie namioty.

Co najlepsze, na festiwal wcale nie trzeba przyjeżdżać z rowerem! Firmy oferują testy, na które trzeba się wcześniej zapisać. Jeżeli jest się wystarczająco czujnym, można testować przeróżne rowery cały dzień.

 

joy14

 

Punktem kończącym każdy wieczór jest pokaz filmów i… after party. W trakcie dnia wszyscy są zabiegani, więc jest to czas kiedy w końcu można wspólnie usiąść i chillować. Albo tańczyć. Albo.. trzeba przyjechać i przekonać się samemu :)

Poza wieloma pozytywnymi aspektami tegorocznego Joy Ride’u, był jeden minus. Organizacja enduro niestety nie przebiegła zgodnie z planem. Długie przerwy między OS’ami, odwołanie jednego z nich, wjeżdżanie na trasę ‘’kto pierwszy ten lepszy”… Uważam jednak, że większość tych spraw technicznych można zwalić na pogodę. To ona popsuła wszystkie szyki, a organizatorzy i tak starali się jak tylko mogli, żeby wszystkim dogodzić.

 

joy3

 

Kolejny minus tego weekendu to właśnie pogoda.. Cały piątek i całą sobotę lał deszcz, oczywiście większości zapaleńców i tak to nie przeszkadzało w startowaniu chociażby w enduro, a jeżeli znacie choć trochę świat rowerowy, wiecie że całej reszcie uczestników nie przeszkadzało to we wspólnej integracji.

Na szczęście niedziela okazała się bardziej łaskawa i w końcu pojawiło się trochę słońca. Był to dobry znak, ponieważ to właśnie w niedzielę odbył się maraton Cyklokarpaty, w którym wzięłam udział. Trasa była trudna, nawet 30-kilometrowa Hobby dało porządnie w kość. Długie i męczące podjazdy, szybkie zjazdy, z ogromną ilością błota i śliskich kamieni były wyzwanie dla nie jednego zapalonego rowerzysty. Można powiedzieć, że był to prawdziwy maraton MTB.

 

joy2

 

Pomimo takich warunków, udało mi się wywalczyć 2. miejsce w swojej kategorii. Tym wynikiem udowodniłam samej sobie że , że ten sezon może być bardzo obiecujący i że ciężką pracą i samozaparciem można wiele osiągnąć.

 

joy11

 

Podsumowując cały weekend, pomimo drobnych potknięć organizacyjnych i złej pogody, był to jeden z lepszych rowerowych eventów, w jakich do tej pory było mi dane wziąć udział. Był to mój pierwszy raz na Joy Ridzie i zdecydowanie bardzo udany. Jeżeli zastanawiacie się czy wybrać się za miesiąc na kolejną edycję w Zakopanem, to nie ma co się długo zastanawiać i odpowiedź jest prosta – oczywiście że tak. Nie tylko ze względu na rower, chociaż to on odgrywa tutaj dużą rolę. Ale na atmosferę, atrakcje, ludzi. A co w Joy Ridzie jest najlepsze, to to, że każdy jest cały czas uśmiechnięty. Czy to ktoś znajomy czy nie. Wszyscy dookoła są pozytywnie nastawieni i weseli. Przez całe trzy dni.

 

joy1 joy4 13230961_10209833070009691_1742512642_o

 

Zdjęcia pożycozne od: pstryKania, JoyRide i Cyklokarpaty.